Relację napisał nasz wieloletni przyjaciel, Dariusz.


Niedzielny ranek [1 października], 6:30, gorąca, pachnąca kawa… Ok.

Zaczynamy bal…

Na początek do przejechania jakieś sześćsdziesiątkilka kilometrów. Junior na prawym fotelu lekko jeszcze podsypią, po drodze zabieramy jeszcze Misię i Pyśkę – nasze pomocnice na wystawę. W końcu oprócz auta obiecałem wystawić trochę gadżetów związanych z Firmą i trzeba będzie jakoś to wszystko ogarnąć.

Ale, zacznijmy od początku. Pasja Porsche – parunastu świetnych ludzi, których poznałem kilka lat temu organizuje wystawę samochodów w nowo otwieranym, odrestaurowanym hangarze Portu Lotniczego Kraków-Rakowice-Czyżyny należącym obecnie do Muzeum Inżynierii Miejskiej. W wystawie weźmie udział około 30 różnych modeli samochodów wyprodukowanych przez Porsche.

Po drodze spotykamy innych uczestników i w końcu podjeżdżamy pod zamknięty jeszcze Hangar. Szybkie przywitanie z innymi, pośpieszna toaleta aut – w końcu wczoraj trochę padało i na drodze jeszcze jest mokro.

Brama do Hangaru otwiera się… wrażenie trochę jak w Gwiezdnych Wrotach – Brama do Innego Wymiaru – auta powoli wjeżdżają kierowane przez Krzysztofa na wyznaczone miejsca. My, ze względu na drobniejsze eksponaty, stoimy nieco z tyłu, w miejscu, gdzie można rozłożyć ekspozycję. Po obu stronach samochodu stają stoły przeznaczone na modele i dioramy.

Ludzie znają się od lat, więc samo ustawianie samochodów przebiega szybko i sprawnie i właściwie po niespełna 40 minutach wszystko jest niemal gotowe. Mamy chwilę, zanim wystawa zostanie otwarta dla zwiedzających. Można spokojnie porozmawiać, pośmiać się z przyjaciółmi, wymienić uwagi i oczywiście obejrzeć nowości – pojawili się nowi koledzy, samochody, których jeszcze nie było okazji zobaczyć. Teraz mamy chwilę dla siebie.

No i zaczyna się wystawa. Pojawiają się pierwsi goście, pierwsze pytania, pierwsze rozmowy ze zwiedzającymi. Tłum rośnie z każdą chwilą. W pewnym momencie troszkę przestaję ogarniać świat dookoła. Wystawiłem kilkanaście modeli, kilka dioram. Niestety (to akurat smutna refleksja) – nie wszyscy rodzice rozumieją, że modele to nie zabawki i ich ukochane dziecię nie wszystko może wziąć do ręki (mimo, że pozwalam na naprawdę dużo).

Przed autem, na niewielkim pozostawionym placyku, kilku pierwszych młodocianych driverów zabawia się w jeździku 911 na pedały. Ich miny są naprawdę bezcenne! Uwielbiam te uśmiechy… po raz kolejny obiecuję sobie, że wreszcie zabiorę się do pełnej renowacji pierwszego Porsche Juniora.

Kilkanaście osób zadaje pytania o samochód, o historię firmy, o powody… wśród widzów kręci się kilka osób z kamerami i mikrofonami… wystawa jak widać przykuła sporo uwagi, a i piątkowy wywiad Marcina [Wdowiak] w Radiu Kraków zrobił swoje. W pewnym momencie przestaję już się zastanawiać ile razy odpowiadałem na pytania, wyjaśniałem… osób jest coraz więcej. Przed Hangar dojeżdża kilku kolegów, którzy nie wystawiali swoich aut wewnątrz, ale postanowili je pokazać na zewnątrz hangaru, bądź dowiedzieli się o Pasji i przyjechali nas poznać, być może dołączyć…

Kilka godzin wiru, kilkadziesiąt ciekawych rozmów z Gośćmi wystawy i kolegami, którzy w międzyczasie, pomimo innych planów na dzisiejszy dzień, postanowili jednak wpaść do nas choć na chwilę… szybko „wciągnięty” burger zamiast obiadu, w pośpiechu wypita cola, ale generalnie jest fajnie. Warto było zobaczyć uśmiechy dzieciaków siadających za kierownicą jeździka, czy prawdziwych samochodów; warto było pogadać z kilkoma fanami marki, którzy, być może dzięki tej wystawie, wreszcie zdecydują się na spełnienie swoich marzeń. Na koniec dnia jestem cholernie zmęczony, w nogach mam kilkanaście tysięcy kroków wydeptanych wokół auta, w ustach mi zaschło od gadania, ale w sumie jestem zadowolony.

Sala pustoszeje, zostajemy sami. Jest czas na spakowanie samochodu. Spokojnie znoszę do środka wszystko, co było wystawione i przychodzi czas na podsumowania.

I te fajne: spotkaliśmy się znów, niektórych kolegów spotkałem po kilku latach niewidzenia się, można było spokojnie (?) porozmawiać czy pośmiać się, podyskutować i o pasji, która nas łączy i o wszystkich innych sprawach, niekoniecznie związanych z Porsche.

I te niefajne: niestety nie wszyscy widzowie potrafili się zachować. Niektórzy nie potrafili zrozumieć, że kładzenie się na masce samochodu i rysowanie go klamrą od paska wcale nie musi bawić jego właściciela, że branie przez dzieci (i nie tylko) do ręki wszystkiego co da się podnieść wcale nie musi być akceptowane, że zgoda na wejście do samochodu wcale nie jest równoznaczna ze zgodą na przeglądanie wszystkich dostępnych i niedostępnych schowków, że zamknięty bagażnik to zamknięty bagażnik i nie należy go otwierać bez zgody właściciela pojazdu, podobnie jak nie należy szarpać za klamki zamkniętego auta. Ale cóż, liczyliśmy się z tym, że mogę ponieść jakieś straty podczas tej wystawy… na szczęście nie były dramatyczne, choć niektóre sytuacje były dość nieprzyjemne.

Jednak nie na tyle, żebym zrezygnował z kolejnej wystawy, jeśli koledzy znów spróbują takową zorganizować. Może nieco ostrożniej jedynie skonstruuję ekspozycję.

Zabieramy zabawki i wracamy do domu… po drodze jeszcze kilka żartów, trochę „grania” silnikami… i kilkadziesiąt kilometrów autostradą do siebie… do następnego razu. W sumie już za parę dni… w „Pasjowy” czwartek.

Cześć
JjaDAK.

Kategorie: spotkanie

Pasja Porsche

Administrator strony Stowarzyszenia Pasja Porsche